stycznia 27, 2013

NUK (zestaw Król Lew - butelki + smoczek)


Tak jak co poniektórzy mieli już okazję przeczytać na Facebooku dotarła do nas ogromna paczka w ramach współpracy z firmą NUK -
 jednym z wiodących producentów artykułów dla dzieci w Polsce, 
obdarzoną zaufaniem wielu mam. 

Maks był tak zaaferowany zawartością paczki, że następnego poranka zerwał się wcześnie pochwycił nasze nowe zdobycze i zaczął pokrzykiwać 'tesujemy, tesujemy!'
W takim to sposób chcemy Wam dziś pokazać i napisać co nam się spodobało, czy też nie w zestawie z Królem Lwem.


WYGLĄD: Na pierwszy rzut okaz widać, że butelki są solidnie wykonane. Nie trzeba nawet zdejmować folii. Wszystko dla bezpieczeństwa dziecka i komfortu matki. Do tego kolorowa aplikacja! Maks co prawda jest jeszcze za mały na Króla Lwa, ale lwiątka od razu przypadły mu do gustu. Od dwóch dni nie można mu podać piciu z jakiegokolwiek innego kubeczka, butelki, bo one nie mają "lwewków". Zobaczymy ile jeszcze potrwa owa ekscytacja.


UŻYTECZNOŚĆ: Wszystkie elementy zestawy rzecz jasna zostały wygotowane, Maks latał koło mnie i nie mógł się doczekać, aż je wyciągnę i je 'zjemy'. Lewki zrobiły na nim ogromne wrażenie, bo nie mówił przez cały dzień o niczym innym. Każdemu pokazał swoje nowe nabytki.


BUTELKA DO PICIA: szczerze mówiąc wolałabym  żeby była przezroczysta tak jak ta do mleka. Wtedy przynajmniej widać ile wody jest w środku i jak bardzo barwi się płyn po wrzuceniu granulowanej herbatki. Nie dość, że robiłam wszystko na wyczucie to jeszcze jej kolor jest raczej ciemny więc tak naprawdę za każdym razem musiałam próbować czy wsypałam już odpowiednią ilość herbatki czy soczku.


Super rzeczą okazał się niekapek. Młody czasem jak wpadnie w szaleństwo to rozlewa herbatkę po całym pokoju, tutaj wiem, że meblom i dywanom nic nie grozi. Z racji, że staramy się już pić z kubeczków bez smoczków to w tym przypadku każdy łyk dostarczało Maksowi trochę mniej niż ten chyba oczekiwał, co w rezultacie trochę zapowietrzało smoczek. Nie wiem czy powinno tak być czy nie...


BUTELKA DO MLEKA: sprawdziła się świetnie, choćby patrząc poprzez rezultat wypitego mleka - 160 ml przerosło moje oczekiwania. Jednak etykietka może dużo zdziałać. Do tego Maks nie pozwolił mi trzymać butelki, tylko sam dozował sobie dawki. Od słowa, do słowa, od łyku do łyku zleciało nam 160 ml. Jak każda butelka jest miarka do wody, a oprócz tego wskazówka ile łyżek pokarmu wsypać dla danej wielkości. Łatwa do mycia i gotowania. Nadruk jest lekko chropowaty przez co dobrze trzyma ją się w dłoni. Ze smoczkiem chyba trochę nie trafiliśmy, bo młody w marcu kończy 2 latka i trochę się namęczył 'ciągnąc' mleko, ale wszystko da się wymienić. Spodobał mi się także kształt samego smoczka. Przyznam się, że sama spróbowałam jak układa się w buzi, bo ja generalnie muszę wetknąć 'palec' w każde miejsce i byłam zdziwiona jak idealnie przylega do języka.



SMOCZEK: Z całego pakietu wydał mi się trochę zrobiony na "odczep się" jakby z pozostałości plastiku czy coś. Z kolei Maksowi spodobał się najbardziej! "Lewek" dołączył do zaszczytnego grona żaby i wieloryba. I mimo, że był dla dzieci od 6-18 miesiąca to świetnie wpasował się młodemu w usta. Podczas gotowania do środka nie wdarła się ani kropelka wody, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że NUK robi porządne rzeczy.



Muszę przyznać, że jestem zadowolona z produktów. Oprócz małych sugestii raczej ciężko doszukać się wad. Dla przejrzystości zachęcam jeszcze do obejrzenie krótkiego filmu z naszych poczynań. Efekt 3D zawsze lepszy niż płaskie zdjęcia :)

video

Wróćcie tu koniecznie jutro, razem z NUK 
mamy konkurs dla przyszłych i młodych mam.
Do wygrania AŻ 5 kompletów 
przygotowanych dla Was przez firmę. 
Myślę, że dacie się skusić?

1 komentarz:

Jeśli masz zamiar w swoim komentarzu zostawić mi odnośnik do swojego bloga lepiej od razu wyjdź! ZAKAZ REKLAM I LINKOWANIA. Odwiedzam KAŻDEGO, kto zostawia merytoryczny komentarz, a jeśli mi się podoba zostaję tam na dłużej. Nie potrzebuję specjalnego zaproszenia!
Jednocześnie dziękuję za każde słowo i każdego hejta :*

Copyright © 2017 Pata bloguje