października 21, 2013

Zabawa na maxa nam się nie udała - Manio i przebijanka

Mamy obecnie taką piękną jesień, że ciężko mi z Maniem usiedzieć w domu.
Podbijamy parki, stacje kolejowe, a pociągi znamy już łącznie z ich profesjonalnymi nazwami.
Młody jednak nie zapomniał o prezentach, którymi obdarzyli go sponsorzy II Spotkania Blogerek.
Ostatnio zażyczył sobie przebijanki...
Kompletnie nie wiem w jaki sposób sobie o niej przypomniał. 
Mały rozumek nie przestanie mnie zadziwiać.
A skoro już ją wyciągnęłam to stwierdziłam, że i coś o niej napiszę.

Produkt dostaliśmy od sklepu maxizabawa.pl, który specjalizuje się w drewnianych zabawkach, 
spełniających wszelkie możliwe normy bezpieczeństwa.
Rozwój kreatywności i umiejętności dziecka w każdym zakresie zgodnie z jego naturalnymi predyspozycjami firma obrała sobie jako misję i cel.

 Nikomu nie mówi nic nazwa przebijanka, więc pokaże Wam to na zdjęciach i filmie. Pod względem prezentacji zabawka wygląda rewelacyjnie. Piękne, żywe kolorki przyciągają wzrok malucha. Dołączony młoteczek mimo swojej prostoty jest bardzo użyteczny i pewnie leży w dłoni. Całość wykonana z dużą starannością - drewno polakierowane, każdy element perfekcyjnie dopasowany. Bez ostrych krawędzi, wystających drucików.


To, że Maniek jest terrorystą pisałam już nie raz. Przebijanka od Maxizabawy  w bardzo prosty sposób mogła dać upust jego energii i sile... Mogła? No właśnie mogła... Moim zdaniem ten konkretny wyrób jest kompletnie nie przemyślany. Nie chcę podważać wytrzymałości zabawki, bo drewno jest na tyle odpornym i trwałym budulcem, że produkt na pewno wytrzymałby nie jedno, ale... ale...


Zadaniem malucha jest uderzyć w pochylnie z taką siłą, aby rybki zwinnie przeleciały nad kotkiem. Sprawa pierwsza - obie rybki NIGDY nie przelecą. Nie chodzi już nawet o siłę malucha. Po prostu jest to nie możliwe. Próbowałam sama i ledwo co udaje mi się przetransportować                                          jedną rybkę.


Druga sprawa - zabawka jest kompletnie nie stabilna. Uderzając w jedną płytkę automatycznie się przewraca. Nawet patrząc na powyższe zdjęcie jesteśmy w stanie ustalić, co stanie się po uderzeniu. Może gdyby podstawa była specjalnie obciążona, albo chociaż była dłuższa, żeby nie uderzać w jej krawędź... może...


I było to frustrujące dla mnie i dla Maksa. Zdecydowanie bardziej wolał siedzieć z zabawką i samodzielnie przesuwać rybki, choć przyznam, że i to niedługo trwało. Moje duże oczekiwania od maxizabawa.pl niestety pochłonęła fala rozczarowania. Pomimo świetnego wykonania i pomysłu na zabawkę okazała się klapą.


Możecie obejrzeć jak to wyglądało... 


video







PS Chwalę się! Jako jedna z 10 ambasadorek Dove jadę na Weekend Piękna, łuuuuhu :)






8 komentarzy:

  1. Hahahaha fajnie Maniek bawi się zabawką i nawet udało mu się przetransportować rybkę na drugą stronę :D Ale widać, że bardzo niestabilny produkt...
    P.s. Gratuluję weekendu w SPA :D :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze no faktycznie zabawka troszkę nieprzemyślana przez twórcę. My też mamy zestaw z młotkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki bajerek :D Pobawiłabym się :D

    OdpowiedzUsuń
  4. ale super! sama z chęcią bym wypróbowała tą zabawkę :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że ma wady bo świetny pomysł :D sama chętnie bym się pobawiła :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zabawka wizualnie prezentuje się bardzo dobrze, szkoda, że w praktyce wypada słabo...

    OdpowiedzUsuń
  7. Sama zabawka wygląda przeuroczo - lubię te drewniane, w ładnych żywych kolorach.
    Natomiast nie znoszę zabawek do uderzania, stukania..tych z młotkiem..Bo prędzej czy później młotek zostanie użyty nie tylko do zabawki

    OdpowiedzUsuń
  8. szkoda ze zabawka sie nie sprawdzila bo wyglada super

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar w swoim komentarzu zostawić mi odnośnik do swojego bloga lepiej od razu wyjdź! ZAKAZ REKLAM I LINKOWANIA. Odwiedzam KAŻDEGO, kto zostawia merytoryczny komentarz, a jeśli mi się podoba zostaję tam na dłużej. Nie potrzebuję specjalnego zaproszenia!
Jednocześnie dziękuję za każde słowo i każdego hejta :*

Copyright © 2017 Pata bloguje