środa, 27 lutego 2013

KONKURS Z FIRMĄ DLA

6 komentarzy :

Cześć i witam!
Mam dla Was wszystkich niespodziankę!
KONKURS
Jakie masz domowe/ziołowe sposoby pielęgnacji urody
Tym razem do zgarnięcia będzie 5 zestawów kosmetyków firmy DLA


Dokładny regulamin znajdziecie TUTAJ
Uczestnikiem konkursu mogą być tylko osoby obserwujące/czytające blog.
Konkurs trwa od 27.02 do 20.03.

Co musicie zrobić, żeby zgarnąć cudowny zestaw?

1. Odpowiedz na pytanie 
Jakie masz domowe/ziołowe sposoby pielęgnacji urody”,
2. Podaj nazwę mojego bloga (testujemy-blogujemy.blogspot.com)
3. Polub stronę Kosmetyki DLA na Facebooku i mojego bloga 


Swoje odpowiedzi przesyłajcie na adres
według wzoru:

Adres mail do kontaktu:
Obserwuję profil na FB jako:
O konkursie wiem z: testujemy-blogujemy.blogspot.com
Odpowiedź na pytanie konkursowe



POWODZENIA WSZYSTKIM!




KREATYWNE MALUCHY (PlayMais - farma)

6 komentarzy :

Ostatnimi czasy kurier dostarczył mi duże pudło ważące tyle co nic.
Zaintrygowana zaczęłam rozrywać papier, a moim oczom ukazał się zestaw PlayMais od firm Kreatywne Maluchy.


W ramach współpracy do testów otrzymałam zestaw PlayMais Farma.
Przeznaczony dla dzieci powyżej 5 roku życia, więc Maks niestety nie brał udziału w testach.
Chwilkę mi zajęło szukanie moich potencjalnych testerów, 
aż padło na Julkę (6,5) i Tomka (5).

OPAKOWANIE: Pomijając cały zestaw przeznaczony dla starszych dzieci, pudełko było zrobione idealnie pod Maksa. Zabawna rzecz,a le maluch nie mógł się z nim rozstać przez co najmniej 2 dni. Maszerował z nim, trzymając na uchwyt na górę co jakiś czas wchodząc do mojego pokoju, żeby powiedzieć, że idzie do szkoły.


SPOSÓB UŻYCIA: Całość jest bardzo prosta i bardzo absorbuje dzieciaki. Zestaw PlayMais składa się z ponad 1000 małych klocków wykonanych ze skrobi kukurydzianej, wody i barwników spożywczych. Czyli kiedy nawet podczas zabawy któremuś z maluchów spodobają się pianki i weźmie go ochotą na wzięcie ich do buzi to nic złego się nie stanie. Oprócz klocków w zestawie jest także plansza z tektury, która pozwala na zbudowanie farmy. Nie potrzebujemy kleju PlayMais łączy się ze sobą za pomocą wody. Technika bardzo bardzo prosta.


ELEMENTY:  Powiem szczerze, że sama początkowo miałam problem z rozgarnięciem, które części papierowej farmy należy ze sobą łączyć. Nie są one oznaczone żadnymi numerkami, a w instrukcji jest tylko pobieżnie pokazane co z czym. Koniec końców się udało. Elementy papierowe są na tyle giętkie, że ręce dzieciaków z łatwością radzą sobie z wyrywanie, zaginaniem, łączeniem elementów.


UŻYTECZNOŚĆ: Zestaw PlayMais niesamowicie wpływa na kreatywność dzieciaków. Obserwowałam Julkę, zaraz po wyciągnięciu klocków i instrukcji - miała głowę pełną pomysłów. Tematyka farmy pozwoliła nam także na wymianę zdań o tym jak to jest na farmie, budując każde kolejne zwierzę nazywaliśmy po kolei każdą część jego ciała. Najwięcej frajdy było przy wydawaniu odgłosów.


Nie spodobało mi się, że pianki trochę brudzą place. Fakt są to barwniki spożywcze, więc nic złego się nikomu nie stanie, ale miałam wręcz problem z domyciem rąk. Nie pomogła ciepła woda i mydło, trzeba było porządnie szorować. 
Poza tym... wszystko ładnie wygląda na obrazku... Zbudowanie ładnych zwierząt, które faktycznie będą wyglądać jak zwierzęta było bardzo pracochłonne i trudne i nawet mi sprawiało trudność. Wycinanie malutkich kawałeczków z pianek, dodawanie znikomej ilości wody, żeby całość się nie rozpłynęła wymaga niesamowitego wyczucia, którego jak się okazało nawet dorosłym brakuje.


CENA: Idąc za ciosem... 70 zł to chyba trochę dużo jak na nasze poleskie realia. Tym bardziej  że PlayMais to prawie kolorowe Filusie (chrupki kukurydziane), które za pewne wiele dzieci ma zwyczaj łączyć ze sobą za pomocą śliny. Nie mówię nie, ale jak na zestaw, który jest jednorazowy, bo można go ułożyć tylko raz, ewentualnie jak zostanie pianek to co jakiś czas "dopieszczać" to cena jest za wysoka.


Konstatując... zestaw jest super i wszystkim dostarczył mnóstwo frajdy, radości, rozwinął pokłady kreatywności i zajął nas na dobre kilka godzin. Jest zdrowy, ekologiczny, uczy i rozwija i na prezent dla malucha jest idealny... jeśli kogoś na niego stać.
Relacja video musi być rzecz jasna :)

video

Tymczasem przypominam o CANDY!
i uciekam do mikroekonomii

piątek, 22 lutego 2013

PURE QUEEN (odplamiacz kieszonkowy)

21 komentarzy :

Ostatnio przeglądając internet wpadł mi w oko odplamiacz kieszonkowy,
nigdy podobnego cuda nie widziałam, myślę, że Wy też, 
więc po wymienieniu kilku maili z Panem Leszkiem
dostałam Pure Queen do testów.


Odplamiacz jest nowością na rynku, chyba nikt z Was nie spotkał się jeszcze z magicznym płynem zamkniętym szczelnie w pisaku, który pasuje do każdej damskiej torebki.
Jego użycie jest nadzwyczaj proste...
Z resztą sami zobaczcie.


OPAKOWANIE: Forma pisaka już na samym początku skazana jest na sukces. Mały, poręczny, a do tego z bardzo łatwą aplikacją z pewnością znajdzie miejsce w każdej damskiej torebce. Jest ucieczką od zmartwień. Na pewno nie jednej z Was nie raz przydarzyła się jaką plama, akurat wtedy kiedy nie było możliwości się przebrać, akurat wtedy kiedy nie było na to czasu, akurat wtedy kiedy nad wyraz uważałyście, żeby się nie ubrudzić. Dotąd nieszczęścia chodziły para, ale odkąd jest Pure Queen, o wybawienie z niechcianych plam nietrudno.


ZAPACH: Ciężki do określenia, wbrew pozorom daleko mu do zapachu tradycyjnego odplamiacza czy mocnego alkoholu. Jak dla mnie nieco zbliżony do basenowego chloru. Ale trzeba się porządnie nawciągać, żeby cokolwiek poczuć, co jest naprawdę duża zaletą.

KONSYSTENCJA: Płyn, szybko wsiąka w tkaninę, nie tworzy żadnej piany, choć gdzieś jest napisane, że powinna być. Sam od siebie raczej nic nie zdziała trzeba się przyłożyć i trochę potrzeć.



EFEKT: Zabrałam się do testów jak na dobrą testerkę przystało. Chcąc znaleźć wszystkie wady i zalety i dokładnie zrecenzować produkt przygotowałam sobie trochę soku jabłkowego, herbaty i wina. Zrobiłam plamy aby dokładnie zobaczyć czy Pure Queen sobie z nimi poradzi. I... Jestem zdziwiona efektem. Początkowo byłam dość sceptycznie nastawiona, mały pisak nie mógł podołać takim plamom! Ale jednak. Natarłam się trochę, ale plama z wina zeszła prawie całkowicie! 


Osobiście od dziś nie wyobrażam sobie nie mieć Pure Queen w torebce.
Na wszelkie sytuacje awaryjne jest jak znalazł!
Trzeba uważać, żeby nie trzeć też za bardzo, bo można bardzo zmechacić materiał, 
ale z drugiej strony w kryzysowych sytuacjach im dłużej tym lepiej!
Zapraszam także do filmu:

video


Miłego weekendu wszystkim!

środa, 20 lutego 2013

MADAM LAMBRE (Time code - krem do oczu)

9 komentarzy :


W ramach współpracy z firmą MADAM LAMBRE bardzo chciałam sprawdzić jakiś krem, który pomógłby mi z moim problem podkrążonych oczu.

W sumie rzecz działa się jeszcze przed sesją i trochę w trakcie niej i w sumie dla otoczenia było to zrozumiałe. Wydawałam się mądrzejsza, bo niby siedziałam o nocach.
Nic z tych rzeczy... Ja już tak mam, że czasem moje podkówki są widoczne, czasem nie.
Dostał mi się krem - Time code eye&eyelid regenerating cream...


OPAKOWANIE: Nigdy bym nie pomyślała, że mogę tyle powiedzieć o zwykłym pudełeczku. Ale ono wcale nie jest takie zwykłe. Cała seria kosmetyków Madam Lambre jest wykonana z jakimś takim niepowtarzalnym czarem, urokiem, mnie osobiście zaczarowała od początku. Mogłabym siedzieć i gapić się na te wszystkie piękne, kolorowe pudełeczka... W pudełeczku z kolei kolejne pudełeczku. Mały szklany słoiczek w kolorowej oprawie. Jestem zabójczo zakochana! To niesamowite jak firma detalami wyglądu swoich specyfików może wpłynąć na klientów.


KONSYSTENCJA: Bardzo szybko się wchłania! Naprawdę byłam po ogromnym wrażeniem. Nie jest tłusty, jego konsystencja odbiega raczej w drugą stronę - może ciut za rzadki wręcz... Ale nie chce szukać wad na siłę tam gdzie po prostu ich nie ma. 

ZAPACH: Obłędny! Delikatny, a zarazem wyczuwalny. Kiedy rano nakładam go na twarz jeszcze przez kilka chwil do mojego nosa docierają te niesamowite efekty zapachowe! Zawsze mi się wydawało, że kremy ładnie pachnące powinny być do dłoni, że na twarz raczej bezzapachowe, żeby nie drażniły. Madam Lambre wybrnęło z tego obronną ręką. Zapach jest, ale zamiast odstraszać przyciąga... ach, przyciąga...


EFEKT: Stosuję kremik już przeszło 10 dni. Codziennie, rano i wieczór. Mimo, że wedle jego zaleceń nadaje się do cery dojrzałej, idealnie wpasował się do moich skromnych wymagań. Bardzo zależało mi na złagodzeniu cieniów pod oczami. Zrobiłam zdjęcie przed i po, żeby pokazać Wam efekt, które według mnie naprawdę jest. Do tego skóra wokół oczu jest delikatna i sprężysta. Napięta, ale nie ściągnięta bardzo mocno. Codziennie czuję świetne nawilżenie, które pomaga wygładzić skórę. Już nie czuję nawet jej faktury, bo zaczyna być jak pupa niemowlaka!

CENA: 15 ml - 33 zł, 50 ml - 46 zł. Duży opłaca się zdecydowanie bardziej. W moim - 15ml- po regularnych 10 dniach jeszcze nie widać denka, więc nie zapeszam :)


Jestem zachwycona Madam Lambre!
Oprócz świetnej jakości produktów serwuje nam - klientom pięknie opakowane cuda!
Mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję podzielić się z Wami kolejną recenzją.
Póki co sami sprawdźcie efekt...


Co możecie powiedzieć o mojej nowej przyjaciółce - 

piątek, 15 lutego 2013

WYNIKI KONKURSU Z FIRMĄ NUK

1 komentarz :

Cześć i czołem!
Nie wiem czy ktoś z Was tu czeka na wyniki i gdzieś po cichu zaciska kciuki, ale... już są!
Po całym dniu czytania Waszych komentarzy, 
po konsultacjach z przedstawicielami firmy NUK
mamy zaszczyt ogłosić pięciu szczęśliwców, do których powędrują zestawy NUK...

---------------------------------

1.)
N-UK
U-czy
K-ochać 
 
2.)
N-ATURALNIE
U-ŁATWIAMY
K-ARMIENIE
 
3.)
N Nowość na Rynku
U Uspokój się synku
K korzyść dla mamy, taaak to kochamy!
 
4.)
 Nowoczesne Użyteczne Koncepcje
 w
 Niezwykle Uroczej Kolorystyce,
 które
 Niezawodnie Uspokoją Krzykacza,
 Na pewno Ułatwią Karmienie
i 
Najbardziej oszczędnych Usatysfakcjonują Korzystną ceną
 
5.)
N-arodziny
U-kochanej
K-ruszyny

--------------------------------------------

Jeśli wśród tej listy odnaleźliście swoje hasła to możecie spodziewać się od nas 
maila w sprawie wygranej.
Nie będę publikować ich tutaj, jeśli ktoś bardzo chce może odnaleźć je w komentarzach.

Serdecznie gratuluję wszystkim
i dziękuję za tak liczny udział!

Już teraz zapraszam Was do kolejnych konkursów, które już niedługo!

Sponsorem nagród była firma NUK, którek także bardzo dziękuję za pomoc w organizacji
i wsparcie na wielu polach mojego bloga!



czwartek, 14 lutego 2013

CILLIT BANG (usuwanie tłuszczu)

6 komentarzy :

Z racji walentynek i pichcenia ciasteczek, ciastek i ciast otworzyłam piekarnik
 i trochę się przestraszyłam...
Piekarnik w zabudowie ma już 3 lata, a blaszki ani razu nie były myte.
Lepiej sobie tego nie próbujcie wyobrazić.
Dodam tylko, że u mnie w domu wszyscy lubią robić wszystko na szybko, więc blaszki nigdy chyba nie zostały wsparte papierem do pieczenia, czy folią aluminiową, od kurczaka, po szaszłyki, skończywszy na pizzy.
No i wtedy sięgnęłam po CILLIT BANG.


OPAKOWANIE: Bardzo praktyczne z zakrętką bezpieczeństwa. Łatwy psikacz, ale dla Maksa nie do naciśnięcia. Byłabym skołonna kupić jednak mniejsze opakowanie, nie czyszczę tłuszczu aż tak często, a takie środki też mają konkretną datę ważności.


KONSYSTENCJA: Ani to nie żel, ani to nie płyn, ani też piana... Zwykła woda, na pierwszy rzut oka bez szału. Nie byłam sobie w stanie wyobrazić co taka woda może zdziałać. Co najśmieszniejsze na etykietce z tyłu zaleceniem jest czyszczenie plan i osadu, kiedy jest świeży po ostygnięciu tłuszczu. Moje blachy 3 lata na okrągło co najmniej 4 razy w tygodniu pieką frytki, kurczaka itd. 3 LATA BEZ CZYSZCZENIA!


EFEKT: Namoczyłam blachy wrzątkiem i zalałam Ludwikiem, gdzieś jakieś sprawdzone sposoby rodzinne... Nie pomogło, chwyciłam się za CILLIT wypryskałam każdy zakamarek i pozostawiłam na godzinę. Sami chyba widzicie. Po lewej blacha umyta, po prawej ta z którą się męczyłam po zdjęciach. Gąbki na całe szczęście był ostre i nie niszczyły blach. Pierwotny pomysł babci ze skrobaniem blach nożem został całe szczęście wybity z głowy. Namęczyłam się, bardzooo... ale efekt jest cudowny. Szorowałam jak głupia, dziś na rękach mam ogromne zakwasy, ale warto było. 


Macie jakieś swoje sprawdzone sposoby na tłuszcz?


wtorek, 12 lutego 2013

PIOTRUŚ (drewniane klocki dla dzieci)

4 komentarze :


Miłą wiadomością dla mnie, właściwie dla nas okazała się mail od firmy PIOTRUŚ - producenta zabawek drewnianych dla dzieci, którzy postanowili w ramach współpracy wysłać nam paczkę klocków do zrecenzowania. 
Z racji, że mam leniwy tydzień do nowego semestru i trochę sobie z Maksem kaszlemy wzięliśmy się za testy zaraz jak tylko odwiedził nas kurier.


OPAKOWANIE: Duża papierowa tuba, która świetnie sprawdza się w przenoszeniu z miejsca na miejsce o czym pewnie napisałby sam Maks gdyby potrafił. Ostatnio najlepsza zabawą jest wypakowywanie klocków w jednym pokoju, składanie ich, przenoszenie do drugiego pokoju i od początku to samo.


UŻYTECZNOŚĆ: Jestem zwolenniczką wszystkiego co naturalne, bez zbędnych udziwnień.
Rozumiem wszelkie gadające zabawki, opisujące kolory itd, ale to przedmioty dla rodziców, którzy nie mają czasu dla swoich dzieci. Choć Maks to tylko mój brat wiem, że dzieci w jego wieku bardzo szybko chłoną wszystko co je otacza. 
Przez zabawę dużo się uczą, więc kiedy tylko jestem w domu staram się zorganizować coś zarówno fajnego dla niego jak i edukacyjnego.


Zamiast wszystkich gadających stworów wolę do Maksa mówić sama.
Dzięki klockom od PIOTRUSIA Maks rozpoznaje kształty, kolory.
Potrafi powiedzieć który klocek jest największy, samodzielnie ułożyć wieżę. 
Drewniane klocki są niezwykle prostą zabawką potrafiącą zaabsorbować nawet dorosłych.
Osobiście przyznam się, że wsiąknęłam w budowanie wież na dobre półtorej godziny.


Faktem jest, że pierwsze co zrobił Maks jak otworzył pudełko to wzięcie klocka do buzi, mimo, że klocki mają ok 2,5 cm są niemożliwe do połknięcia. PIOTRUŚ z resztą prezentuje także inne wymiary klocków - nawet do 4 cm. 
Wiem jednak, że te mniejsze dłużej nam posłużą i będą rosły razem z Maksem.
Drewniane zabawki to zabawki najzdrowsze, ekologiczne i bezpieczne dla dzieci. Nie tak jak w przypadku plastikowych - coś się złamie, ostrze brzegi, utrwalacze, utwardzacze i inne.


Naturalne klocki od PIOTRUSIA z pewnością polecę wszystkim znajomym.
To idealny i uniwersalny prezent, który niesie ze sobą także walory edukacyjne.
Rozwija w maluchach wyobraźnię, zmysł dotyku, uczy wielu przydatnych rzeczy, a do tego jest zupełnie bezpieczny...
Zresztą sami zobaczcie!

video


A dziś kąpiel i kolejna paka kosmetyków do opisania...

Patrycja Kierońska
^