listopada 04, 2014

MIX&GO! BLENDEROWA GRATKA OD RUSSELL HOBBS'A


Jeśli kiedykolwiek studiowaliście - wiecie jak wygląda studenckie życie. Jeśli studiujecie - wiecie o tym jeszcze lepiej. Zajęcia rozwalone przez cały dzień, drobne przerwy w trakcie, żeby można było przejść z jednego pawilonu do drugiego, może nawet uda się dorwać obwarzanka. Potem jakaś dorywcza praca, siłownia, masa studenckich projektów, koła naukowe, okej... piwo też. Mija dzień, zaczyna się następny...

Wielokrotnie chciałam przestawić się na zdrowy tryb żywienia. Te wszystkie bajery o jedzeniu co 3 godziny, odżywczych koktajlach, suplementach, ruchu itd. Studenckie życie jednak wcale nie respektuje mojego widzimisię i wiele ode mnie wymaga. Kończy się tak, że w ciągu dnia zjadam jeden większy posiłek i kilka mniejszych.

Jestem owocolubna, jestem wrzywnolubna. Żeby moja studencka dieta nie ograniczała się do samych buł, kanapek, drożdzówek i szybkich dań z mikrofalówki kombinuję jak mało kto. Uwielbiam koktajle, smoothies, musy owocowe, kocham zupy kremy, makarony z warzywnymi sosami, w związku z tym propozycja przetestowania blendera od Russell Hobbs jak najbardziej wpisywała się w mój tryb życia i moje smaki.


Ma być szybko, smacznie i... na wynos. Kanon przymiotników absolutnie wpisujących się w potrzeby i 'lajfstajl' młodego uczonego. Łatwo - bo co to za trudność wrzucić do plastikowej tuby kilka owoców i zalać jogurtem naturalnym? Mam wrażenie jakby Russell Hobbs cicho szeptał "Chodź studencie, stworzyliśmy gadżet ma miarę Twoich potrzeb, no chodź, zobacz!".

I tak siedzę i patrzę na Mix&Go i uzmysławiam sobie jak często wyratował mnie z głodowej opresji. Co w nim takiego innego? Innowacyjnego? Przede wszytskim fakt, że wrzucam co chcę, miksuję i biorę na uczelnię. Nie martwię się przelewaniem z butelki do butelki, po prostu zmieniam nakrętki. Porcja owoców? Odhaczone! Zdrowa przekąska? Odhaczone! Smacznie i szybko? Odhaczone!


To nie jest produkt dla dużej rodziny (w takim przypadku szukajcie raczej mikserów o większych pojemnościach). Nie zrobicie w nim koktajlu dla kilkunastu osób, zrobicie w nim smoothie dla siebie - zmiksuj i w drogę! Wystawiłam go na ciężkie próby. Wkładałam banany, muesli, lód, zamrożone owoce. Spróbowałam nawet dodać jabłka bez obierania ze skórki, bo to przecież w niej tkwi moc witamin. Nie ma chyba niczego z czym by sobie nie poradził! W zasadzie z mrożonych owoców zrobił się naprawdę przepyszny mrożony sorbet, a skórka z jabłka była niewyczuwalna! Z muesli zaś potraktowałam w kategorii owoceowego deseru z chrupkimi drobinkami.

Butelki (2 w komplecie) są bardzo szczelne i baaardzo pojemne. Z reguły na oko robię ok. 3/4 ich pojemności. Bawię się w kuchni, eksperymentuję, próbuję nowych smaków i połączeń. Mój organizm choć małym stopniu jest mi wdzięczny. W blenderze Mix&Go powstają także moje jednoporcjowe zupy-kremy. Powinnam w zasadzie powiedzieć zbawienne - czasem zdarza się tak, że to jedyne ciepłe dania w ciągu dnia. Wcale nie promuję tu studenckiego trybu życia, co więcej myślę, że każdy dietetyk czy trener żywienia złapie się za głowę widząc, co tu wypisuję. Niestety, to najszczersza prawda.


Chwała Russell Hobbs za Mix&Go! Co ja bym uzupełniła? Wprowadziłabym kilka rozmiarów butelek, do kupna osobno, na zmianę tych z kompletu. Są takie dni, kiedy 600 ml to zdecydowanie za dużo, a czasem za mało. Poza tym nie dopatruję żadnych wad. Niby święto żaków dopiero w maju, ale myślę, że każdy ucieszyłby się z takiego prezentu pod choinką. Blender nie jest drogi (ok. 150 zł) co czyni go przystępnym nie do końca zasobnym studenckim kieszeniom. Poniżej krótkie video demonstracyjne, enjoy!



Znacie Mix&Go? 
A może polecacie coś innego z Russell Hobbs'a?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli masz zamiar w swoim komentarzu zostawić mi odnośnik do swojego bloga lepiej od razu wyjdź! ZAKAZ REKLAM I LINKOWANIA. Odwiedzam KAŻDEGO, kto zostawia merytoryczny komentarz, a jeśli mi się podoba zostaję tam na dłużej. Nie potrzebuję specjalnego zaproszenia!
Jednocześnie dziękuję za każde słowo i każdego hejta :*

Copyright © 2017 Pata bloguje