2/05/2015

'TO NIE KSIĄŻKA' KERI SMITH - KOLEJNY HIT?


Gadżeciara ze mnie. Wszystko co pojawia się nowego i nie nadwyręża w większy sposób mojego studenckiego budżetu prędzej czy później musi trafić w moje ręce. Post o 'Zniszcz Ten Dziennik' spotkał się z dużą aprobatą czytelników (ubolewam, że głównie wśród gimbazy), więc nie pozostało mi nic innego jak ulec namową kilkunastu maili z prośbą o krótki overview.
Mój stosunek do całej tej kreatywnej destrukcji uległ przez ten czas pewnej zmianie. Wszystko za sprawą nieogarniętych dzieci, które myślą, że w sieci wszystko należy do wszystkich (czytaj - TUTAJ). Na wielu blogach pojawiła się też mocna krytyka książki-nie książki, która w zasadzie nie ma nic na celu, a kosztuje sobie te kilkanaście złotych. Trochę się burzyłam, bo jednak niszczenie dziennika sprawiało mi niezwykłą frajdę, zwłaszcza podczas dłużących się wykładów.

Tak. Można kupić zwykły zeszyt za złotówkę i zrobić z nim to samo. Tak. Można spożytkować pokłady własnej kreatywności w bardziej użyteczny sposób. Tak. Autorka tych dwóch destrukcyjnych książek z pewnością sporo zarobiła na polskiej naiwności. Czemu naiwności? No bo wydać 30 zł za puste kartki? Dobra, przechodząc do meritum. Ja lubię mieć konkrety na biurku. A i Zniszcz Ten Dziennik i To nie książka do takich należą - polecenie, puste pole, polecenie, puste pole.


Być może fakt, że przez 3 lata, nieprzerwanie, dzień w dzień prowadziłam dziennik wklejając do niego wszystko, pisząc o wszystkim, brudząc w nim jak mało kto jakoś pozytywnie ustosunkował mnie do tego typu eksperymentów. Gwarantuję Wam, że po latach czytanie tych bazgrołów i oglądanie wyblakłych paragonów ma wartości bezcenną i maluje na mojej twarzy tysiąc pięćset różnych emocji (na starość będę wiedziała skąd te zmarszczki!).

Co nowego w 'To nie książka'? Oprócz czarnego tuszu pojawił się... niebieski! Kilkaset stron zyskało na atrakcyjności. Do tego doszło sporo grafik. Cel nadal pozostał ten sam - zniszczyć, wyładować się, przekroczyć granice, spojrzeć na wszystko z nowej perspektywy. Układ w nowej części też został odmieniony. Zauważyłam też że więcej jest zadań, które wymagają ruszenia się z miejsca. Skoro to nie książka, to czym jest nowe dzieło Keri Smith? A no wszystkim. Zobaczcie...


Nie odpowiem na pytanie czy warto inwestować w książkę pełną pustych kartek tylko po to, żeby i tak ją zniszczyć. Ja lubię tak spędzać czas, zabijać nudę. 'To nie książka' pokazuje, że rzeczy nie koniecznie są takimi jakimi wydają się być, a wszystko co jest dookoła jest czysto relatywne i stworzone przez nasz własny system percepcyjny. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, prawda? Dobrze jest więc czasem brać pewne rzeczy przez pół i nietraktować ich wprost. To umiejętność która z pewnością nie raz się przyda.

Czy rozwija wyobraźnię? Myślę, że poszerza pole widzenia i jest rewelacyjnym sposobem na nudę. Każdy może mieć oczywiście inne zdanie i na tym właśnie polega względność całego tego zamieszania z książkami Keri Smith. Na razie więc jestem na tak. Dopóki w Empiku po raz kolejny nie zostanę poturbowana przez napaloną gimbazę, a moje zdjęcia pozostaną na swoim miejscu.


PS Szanownym niepełnoletnim przypominam, że zdjęcia są mojego autorstwa i NIE WYRAŻAM ZGODY na ich kopiowanie i rozpowszechnianie, a każda próba naruszenia moich praw doprowadzi mnie do ogromnej wściekłości i poważnych konsekwencji za które odpowiecie razem ze swoimi rodzicami!

Macie w planach zakup?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli masz zamiar w swoim komentarzu zostawić mi odnośnik do swojego bloga lepiej od razu wyjdź! ZAKAZ REKLAM I LINKOWANIA. Odwiedzam KAŻDEGO, kto zostawia merytoryczny komentarz, a jeśli mi się podoba zostaję tam na dłużej. Nie potrzebuję specjalnego zaproszenia!
Jednocześnie dziękuję za każde słowo i każdego hejta :*

Copyright © 2017 Pata bloguje