3/06/2015

MEDIOLAN CZ. III - ZABYTKI, CENY, PODSUMOWANIE


To nie tak, że na koniec zostawiłam coś ekstra, choć pewnie terapia złuszczania naskórka ze stóp z pomocą ryb wielu zaciekawi. Z racji, że padły pytania dotyczące kosztu takiej zabawy podliczyłam całość i zaprezentowałam wyniki. A jeśli komuś zamarzy się podróż naszymi szlakami... łapcie mapkę i kontynuujmy podróż...

Nie był uwzględniany w naszych planach, ale słoneczny dzień naładował nasze akumulatory, więc zobaczyliśmy więcej niż zakładaliśmy. Łuk pokoju ukazał się nam po wyjściu z zamku. Podeszliśmy bliżej, zrobiliśmy kilka minut przerwy, przyszedł czas na selfie. Doczytałam się, że Łuk miał być bramą wjazdową do miasta, a jego pomysłodawcą był sam Napoleon. To świetne, spokojne miejsce na letni piknik, na chwilę odpoczynku, na chwilę refleksji. Niby to ciągle Włochy, a trochę jak w Paryżu...



Ja się na stadion nie napalałam. Bo w sumie po co tam jechać? Żeby zapłacić 15€ za oglądnięcie pustej murawy, rzędu krzesełek i szatni piłkarzy? No nie... Pojechaliśmy tam tylko dlatego, że zostało nam trochę czasu, a nogi nie dawały jeszcze o sobie znać. Na całe moje szczęście (TŻ był nieco rozczarowany, jak to na faceta przystał) zwiedzanie stadionu było do 17, więc musieliśmy się zadowolić widokiem stadionu z zewnątrz. Choć czy ja wiem czy zadowolić? Brzydko to wygląda. Potężna, metalowa konstrukcja, wokoło pełno śmieci, drogi rozkopane (aktualnie dociągają tam linie metra), a osiedla obok to absolutny 'melting pot'. Dojazd ciężki, bo trzeba się przesiadać, a po zmroku to trochę strach tam jechać. No cóż, urok obrzeży... A bilety na mecze... 



Do tego muzeum też trafiliśmy trochę z przypadku. Planując kilka dni przed wylotem nasz plan zwiedzania wpadłam na stronę z eventami w Mediolanie i znalazłam wystawę o... jedzeniu. A że i ja i TŻ uwielbiamy jeść było jasne, że skierujemy tam swoje kroki (dobra, macie nas... tak, myśleliśmy, że będzie degustacja). Food Exhibition mieściła się w budynku Museo di Storia Naturale, a kupując bilet na jedno mogliśmy zobaczyć także i drugie (10€ ze zniżką studencką, sporo, ale to dlatego, że ciągle przeliczam). Wystawa w porządku, tyłka nie urwała. Mało elementów interaktywnych, jedynie filmy lecące w tle i kilka eksponatów do powąchania. Muzeum - ogromne tylko... w całości po włosku. No cóż, chociaż pooglądaliśmy dinozaury, motylki i pająki.


Na Fish Therapy trafiłam szukając smaczków na TripAdvisorze. Mediolan to miasto mody, miasto pięknych budynków, miasto muzeów, to w końcu Włochy. Potrzeba nam było delikatnego odprężenia, żeby mieć siły na te dwa intensywne dni. A więc poszliśmy na rybi pedicure. GarraRufa to małe rybki pozbawione zębów, które żywią się łuskami innych ryb i naskórkiem. Pomagają w zabiegach oczyszczania skóry, a ich działanie można porównać do delikatnego łaskotania. Będąc w Mediolanie koniecznie musicie tu zajrzeć. W ramach oferty walentynkowej oprócz zabiegu na nogi zostaliśmy również nakarmieni. TŻ stwierdził, że wypił najlepszą kawę w życiu, a po powrocie do Polski musi sobie kupić chociaż jedną rybkę na własny użytek. Nie wnikam co będzie z nią robił.




Jest jeszcze kilka miejsc w których nie byliśmy np. nie zobaczyliśmy Ostatniej Wieczerzy. Pal licho, że bilety na 15 minutowe ślęczenie przed obrazem Da Vinci na luty akurat wykupione były już w listopadzie, no ale jakoś mi szkoda. Jeśli będziecie w Mediolanie grupą co najmniej 8-osobową koniecznie musicie odwiedzić Dialogo nel Buio - wystawę po ciemku. Mieszcząca się przy Instytucie osób niewidomych jest ponoć niezwykłym doświadczeniem, które wymaga od nas przez godzinę poradzenia sobie bez jednego z najważniejszych zmysłów. Niestety, rezerwacji można dokonać dla grupy minimum 8-osobowej...
W poprzednich postach pojawiło się pytanie ile nas to wszystko wyniosło. Postanowiłam przygotować małe pieniężne podsumowanie. Wszystko jednak zależy od tego gdzie jedziecie, gdzie się zatrzymacie i co konkretnie chcecie robić. Bo można jechać naprawdę tanio obładowanym konserwami i na miejscu nie kupić nic, ale nie wiem czy to o to chodzi w takich weekendowych wypadach. Liczyłam wszystko ze studenckimi zniżkami...


Czyli jednocześnie tanio i drogo. Można dopłacić drugie tyle i wygrzewać tyłek w Egipcie, przy dobrych wiatrach nawet w ofercie all inclusive. Ja jestem jednak bardzo zadowolona z wyjazdu. To były dwa fantastyczne i intensywne dni. Dużo zobaczyliśmy i choć na chwilę wyrwaliśmy się ze studiów, polskiej pogody i polskiego myślenia. I mapka dla Was, teraz już wiecie gdzie byliśmy, co robiliśmy, enjoy! :)



JEŚLI SPODOBAŁ CI SIĘ TEN POST KONIECZNIE ZAJRZYJ TEŻ:
Mediolan cz. I - transport, nocleg, jedzenie
Wilno w 24h - co warto zobaczyć?
Ostatnie paryskie tchnienie - migawki z Paryża



Jakie macie plany podróżnicze na ten rok?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli masz zamiar w swoim komentarzu zostawić mi odnośnik do swojego bloga lepiej od razu wyjdź! ZAKAZ REKLAM I LINKOWANIA. Odwiedzam KAŻDEGO, kto zostawia merytoryczny komentarz, a jeśli mi się podoba zostaję tam na dłużej. Nie potrzebuję specjalnego zaproszenia!
Jednocześnie dziękuję za każde słowo i każdego hejta :*

Copyright © 2017 Pata bloguje