3/28/2016

PROGRAM NOWOŚCI ROSSMANN CZ. 3


Rossmann co miesiąc sprawia, że czuję się jak dziecko podczas Bożego Narodzenia. Znacie to uczucie? Dostajecie prezent, niby wiecie co jest w środku (a przynajmniej się tego domyślacie), a rozrywając papiery czujecie przypływ adrenaliny, szczęścia i ekscytacji. Tada... tak co miesiąc wygląda uczestnictwo w Programie Nowości.

MÓJ ROK Z ROSSMANNEM... W KOSMETYKACH:

CZERWIEC - w zapasach kosmetycznych nastał deficyt perfum. Z ochotą więc skusiłam się na nową propozycję od Playboya i odświeżony True Match, który swojego czasu darzyłam uczuciem bez granic.
  • podkład L'Oreal True Match - mam do tego podkładu pewien sentyment. Był pierwszym, którego zaczęłam używać. Jeszcze jako nastolatka podkradałam go mamie, żeby zatuszować drobne skazy. Wtedy wydawało mi się, że W3 to najodpowiedniejszy odcień. Nie wiedziałam co to utlenianie itd. Tym razem, w odświeżonej formule, skusiłam się na Beige Rose 3C, ale... nie przewidziałam różowych tonów i efektu świnki. Choć True Matcha cenię za krycie i naturalną lekkość, to odcień okazał się zupełnie nietrafiony.
  • balsam do ciała Derma SPA, Dove - cudownie pachnący balsam od Dove. Inny od wszystkich, z pięknymi delikatnie mieniącymi się drobinkami. Byłam szalenie zadowolona z efektu nawilżenia i tych tumanów zapachu, które towarzyszyły mi po opuszczeniu łazienki.
  • woda toaletowa Play It Wild, Playboy - choć jestem fanatyczką rześkich zapachów, to spodziewałam się, że zapach od Playboya będzie uwodzicielski, kuszący, intensywny i na takiego miałam ochotę, ale po raz kolejny nie trafiłam. Do tego perfum jakoś bardzo szybko ulatywał. Jedynie rewelacyjna była buteleczka z uszami.
  • karmelowy żel pod prysznic Play It Wild, Playboy - wyobrażałam sobie chyba za dużo. Marzyło mi się dosłownie płynne toffi, a żel niewiele ma z nim wspólnego. Może to i dobrze? Nie chce go przynajmniej zjeść pod prysznicem. Poza tym fajnie się pieni i przyjemnie pachnie. I to by było na tyle.
  • cień do powiek Color Tattoo, Maybelline - cienie z serii Tattoo mają bardzo wyraziste kolory, są cudownie kremowe, a konsystencja delikatnego musu świetnie nakłada się na powiekę. To oznacza, że od razu się w niej zakochałam. W serii. Nie w kolorze. Przypadł mi w udziale fiolet, a jako wielbicielka przydymionego smoky i delikatych beżów i brązów kompletnie się z nim nie polubiłam.
  • szampon i maska Renew7, Syoss - codzienniaczki. Tak bym nazwała duet od Syossa. Szampon delikatnie pachnie, ładnie nabłyszcza i wygładza włosy, a w połączeniu z maską tworzy piękną, lejącą taflę. Nie zauważyłam jakiejś spektakularnej poprawy kondycji włosów, ale z czystym sumieniem mogę polecić ten zestaw do codziennych rytuałów. W przeciwieństwie np. do duetów z L'Oreala moje włosy ciągle na niego "reagują". Błyszczą tak samo, niezależnie czy to pierwsze mycie, czy piętnaste.

LIPIEC - pomyślałam, że skoro z Playboyem nie wyszło, to zaryzykuje z Katy Perry i jej nowym zapachem. Wybierałam zestawy zaraz kiedy się pojawiły, więc mogłam przebierać do woli.

  • perfumy Mad Potion, Katy Perry - zapach okazał się przesadnie słodki i cukrowy. Momentami miałam wrażenie jakbym cała oblepiła się gumą balonową czy watą cukrową. Po raz kolejny wybór kota w worku przedpremierowych perfum nie wypalił.
  • rozświetlacz Royal Shimmer, Wibo - cudowność! Super trwały, cudownie się mieniący. Znacie pewnie ten poprzedni Diamon Illuminator? Ten sygnowany nazwiskiem Pauliny Krupińskiej ma w sobie jeszcze więcej błyskotek. Tworzy na twarzy coś w rodzaju bardzo delikatnej, wręcz niewidzialnej mgiełki brokatu. Tani i cudowny! Brać dziewczyny!
  • peeling oczyszczający Nivea - niewypał. Drobinki są średniej wielkości i teoretycznie podczas mycia twarzy powinny się rozpuszczać. Nie wiem ile to zajmuje, bo zwykle masuję twarz dobre 3-4 minuty i nigdy jeszcze wszystkie nie uległy wodzie. Do tego jest ich mało, więc ciężko tu mówić w ogóle o peelingu i jakimkolwiek działaniu złuszczająco-szorującym. Dla mnie na nie.
  • żel pod prysznic, kwiat lipy, Kneipp - rozkoszny ziołowo-owocowy zapach, pełen natury i samych fajnych składników. Dobrze się pienił i przyjemnie nawilżał. Poleca się do codziennej pielęgnacji. 
  • dwufazowy płyn do demakijażu oczu, wydłużający rzęsy, Lirene - pomysł zacny, ale jak z efektem? Umówmy się - wyrosłam z bajek już jakiś czas temu, więc obietnice producenta nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Może i formuła kosmetyku ma w sobie jakieś magiczne składniki, które stymulują cebulki i wspomagają wyrastanie nowych rzęs, ale będąc w chwili obecnej prawie na finiszu nie zauważyłam żadnego spektakularnego efektu. Rzęsy fajnie błyszczą i są  śliskie (czuć przy tuszowaniu, serio!), ale nic poza tym.
  • odświeżacz od Glade - fajny gadżet o przyjemnym zapachu. Ładnie prezntuje się we wnętrzach. Wkłady mozna dowolnie zmieniać, więc nie jest to produkt jednorazowy.
  • cienie Teracotta Compact, Lovely - nie do końca udany set kolorystyczny, cienie o przeciętnej pigmentacji i względnej trwałości. Generalnie, gdyby to nie był prezent to żałowałaby wydanych na nie pieniędzy.
  • inne: tampony O.B na noc, mokre chusteczki Velvet Baby,

SIERPIEŃ - w sierpniu po raz kolejny dane było mi dorwać się do zestawów jako jedna z pierwszych osób. Ogromne zainteresowanie wywołał u mnie nowy przyrząd do pielęgnacji z Scholla. Nie zwróciłam nawet uwagi na inne zestawy i szybko przeklikałam ten poniższy.

  • elektroniczny system pielęgnacji paznokci, Scholl - zabawka, o której napisałam dłuższego posta - TU. Nakręciałam nawet specjalny film, na którym prezentuję poszczególne nakładki. Potraktowałam ten gadżet jako zbędny, ale ciągle trafiam na opinie, w których dziewczyny zachwalają ten sprzęt. No cóż, jak kto lubi...
  • olejek do pielęgnacji paznokci i skórek, Scholl - fajny olejek, ale... działa jak każdy inny. Pielęgnuje i nawilża skórki. Różnica polega na tym, że kosztuje 5 razy więcej. Nie ma co płacić za markę, serio.
  • żel pod prysznic borówkowy, Lirene - przyjemny zapach, fajna piana i świtne odżywienie skóry. Nie mam ulubionego żelu pod prysznic i uważam ten produkt za dobro szybkozbywalne i szybkorotujące, więc nie przywiązuję się ani do marki, ani do zapachów. Lubię zmiany. Ten od Lirene warto wypróbować.
  • szampon zwalczający oznaki starzenia, Pantene - do tej pory nie rozumiem po co tak dywersyfikować produkt. Nie wiem czym są "oznaki starzenia" na włosach, bo zakładam, że nie chodzi tu o siwiznę. To taka pozorna nowość. Pantene znalazło nową niszę czy też segment konsumentów, którzy połaszą się na te właściwości produktu. Sam szampon należy do przeciętniaczków. Dobrze się pieni, przyjemnie pachnie i dobrze oczyszcza. Czy potrzeba mu czegoś więcej?

Jeśli jesteście ciekawi tego, co odnajduję co miesiąc w pudełkach od Rossmanna, koniecznie śledźcie mnie na Instagramie - za każdym razem umieszczam tam zdjęcie nowości, które w niedalekim czasie będą debiutować w drogerii. Co jakiś czas także na Snapa wrzucam szybką relację z unboxingu (nick: patabloguje). A jeśli jesteście ciekawi innych opinii dotyczącyh prezentowanych produktów i chcecie poznać najnowsze zapowiedzi - wpadajcie na stronę Rossmanna.



SPODOBAŁ CI SIĘ TEN POST? SPRAWDŹ TAKŻE:



Wesołego! Nie przejedzcie się!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli masz zamiar w swoim komentarzu zostawić mi odnośnik do swojego bloga lepiej od razu wyjdź! ZAKAZ REKLAM I LINKOWANIA. Odwiedzam KAŻDEGO, kto zostawia merytoryczny komentarz, a jeśli mi się podoba zostaję tam na dłużej. Nie potrzebuję specjalnego zaproszenia!
Jednocześnie dziękuję za każde słowo i każdego hejta :*

Copyright © 2017 Pata bloguje