Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złuszczanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złuszczanie. Pokaż wszystkie posty
Moje 2 tygodnie z Paulą Begoun...

grudnia 30, 2013

Moje 2 tygodnie z Paulą Begoun...

Znacie Paulę? Pewnie jeszcze nie, ale w najbliższym czasie wszystko powinno się zmienić. Bo Paula to osoba wyjątkowa, ekspert w kwestiach kobiecego piękna, z kolei Paula's Choice to kosmetyki, które zostały stworzone aby zwalczać problemy skórne takie jak zmarszczki, trądzik, nadwrażliwość, przesuszenie, nadprodukcja sebum czy zniszczenia dokonane przez szkodliwe promieniowanie słoneczne. Wiem, brzmi banalnie, każdy kosmetyk po coś jest, niezależnie od składu i ładu.

Rzekomy mocny peeling z kwasami od BingoSpa okazał się...

grudnia 23, 2013

Rzekomy mocny peeling z kwasami od BingoSpa okazał się...


Zastanawiałam się dłuższy czas czy faktycznie jest sens pisać tę recenzję. Marka BingoSpa na moim blogu nie ma ani jednej pozytywnej opinii,  a zanosi się na to, że tylko doleję oliwy do ognia. Z drugiej strony to naprawdę nie lada wyczyn, żeby żaden z 6 różnych produktów firmy nie przypadł mi do gustu. Dziś o peelingu z kwasami do twarzy, który pośród reszty kosmetyków od BingoSpa i tak uchodzi za ponad przeciętny.

Bo nie liczy się tylko wygląd... - moja przygoda z pewnym peelingiem!

października 02, 2013

Bo nie liczy się tylko wygląd... - moja przygoda z pewnym peelingiem!

Bo produktów od firmy Alba Thyment było dwa.
I przyszła wreszcie pora na ten drugi. Pierwszy okazał się strzałem w dziesiątkę i od razu trafił na moją osobistą listę KWC. Pamiętacie co to było? 
Tak, masło do masażu - Nagietkowe Pole.


A dziś o pewnym uroczym przyjemniaczku, który towarzyszył mi w tym miesiącu w moich kąpielowych przygodach. Potrzebowałam trochę czasu, 
żeby przełamać się do peelingów.
Zawsze wydawały mi się mało praktyczne, 
bo drobinki trzeba było porządnie rozmasować po ciele.
Gdzieś w głowie moje wizje sprowadzały się do zachlapanej łazienki i ciągle spadającymi pod nogi drobinkami. Czasem jednak same żele nie wystarczą, a skóra aż woła o delikatne i przyjemne złuszczanie.

 Sami wiecie, że na takie opakowania zwraca się uwagę. Bo są estetyczne, ładne, a kosmetyk wewnątrz jaki by nie był nie jest aż tak bardzo ważny w momencie pierwszego kontaktu wzrokowego. Szklany słoiczek choć wymaga podwójnej uwagi łazienkowych niezdar i prezentuje się niezwykle. Skrywając pomarańczową substancje ożywia wnętrze i nadaje mu charakterystyczny wygląd.


 Kwestia tyczy się samych peelingowych drobinek, które w gruncie rzeczy wcale nie są zbyt duże i posiadają całkiem mocna siłę tarcia. Problem tylko taki, że ja osobiście nie przepadam za drobinkami, które się rozpuszczają. Zanim dobrze się wczuję w złuszczanie mojej skóry na rękach odczuwam już samą delikatną papkę. Peeling choć gęsty i fajnie zbity w połączeniu z wodą rozpływa się i przelatuje przez palce.


Zapach jest obłędny... dla osób, które kochają słodkie i może ciut mdlące zapachy. Ciężko mi się go używało w wakacje, wtedy upał i słońce skłaniało raczej do sięgania po rześkie zapachy. Teraz jednak, kiedy od pewnego czasu nawiedza nas typowo jesienna aura zapach otula ciało. Pomarańcza miesza się z wanilią tworząc zgrany i ciepły duet.


Efekt zaś jak w przypadku cukrowych peelingów - średni. Drobinki bardzo szybko się rozpuszczają, przez co dla wymagających mocnego tarcia może okazać się niezbyt ekonomiczny, a do tego pozostawia na skórze ten okropny tłusty film. Uwielbiam masła, uwielbiam tłuste kosmetyki, ale do celów pielęgnacyjnych po kąpieli. Dobrze radzi sobie ze złuszczaniem naskórka. Ciało jest gładkie, a zapach pomarańczy towarzyszy mi na kilka godzin po peelingowym seansie.


I choć dla mnie to raczej przeciętniaczek i pewnie gdybym miała rozdysponować kwotę 30 zł zdecydowałabym się na peeling z drobinkami piasku, 
kawy czy po prostu pobawiła się w jakieś DIY.
Kosmetyki Alba Thyment zasługują jednak na szczególną uwagę ze względu na swój skład.
W ich ofercie znajdziecie coś dla siebie, 
a już na pewno polecam wcześniej recenzowane masło.







Copyright © 2017 Pata bloguje