5/08/2014

LUMEA 2004 - NOWE OBLICZE FOTODEPILACJI OD PHILIPS CZ.1

Od samego początku byłam niesamowicie podekscytowana testami. W końcu to już nie pasta cukrowa, nie wosk, nie maszynka z 8-ma ostrzami czy wreszcie nowoczesny depilator, na myśl o którym i tak czuję przeszywający ból pod pachami, to fotodepilacja - metoda, która pozwoli mi pozbyć się 80% włosków na stałe... bezboleśnie! Nie byłabym kobietą, nie byłabym blogerką, gdybym nie piszczała z radości. Myślę, że każda z Was zareagowałaby podobnie.

Nie chcąc przedłużać, w bardzo prostych słowach, ze wszystkimi za i przeciw, tak, żeby się dobrze czytało naskrobałam...


O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI? Lumea to urządzenie wykorzystujące metodę IPL czyli Intense Pulsed Light. Działanie Lumei porównać można do świetlnego pistoletu, który każdym strzałem osłabia cebulkę włosa. Bez paniki, sama nie strzela! Dopiero idealnie przyłożona do skóry rozprawia się z naszym owłosieniem. 

JAK LUMEA DO MNIE TRAFIŁA? Odpowiedź na to pytanie chyba najbardziej Was interesuje. Ostatnio w linkach miesiąca umieściłam nowy projekt Philipsa - Ambasadę Innowacji. Każdy może się w niej zarejestrować i zbierać filipsy, a następnie wymieniać je na nagrody. Czasem jednak Philips organizuje testy swoich produktów i wyłania szczęśliwą piątkę. Raz, dosłownie jeden wzięłam udział. I tak Lumea stała się nowym członkiem rodziny.


CZY SAMA DAŁAM SOBIE RADĘ?  Myśli, czy poradzę sobie sama z jej obsługą długo mnie dręczyły. O ile jestem fanką wszelkich technologicznych gadżetów, tak strzelanie światłem budziło jakiś wewnętrznie uśpiony niepokój. Okazało się jednak, że manewrowanie Lumeą jest banalnie proste. Przykładamy ją do skóry pod kątem 90 stopni, tak, aby wszytstkie krawędzie nasadki bezpośrednio jej dotykały, wtedy zapala się lampka 'ready' i.. oddajemy celny strzał!

CZY CZUŁAM SIĘ JAK W GWIEZDNYCH WOJNACH? Poniekąd. W związku z tym, że postanowiłam pokazać Wam jej działanie w nieco humorystyczny sposób zaopatrzyłam się w pelerynkę i opaskę na oczy (obejrzyj w filmie). Podczas korzystanie z Lumeii musimy dostosować stopień mocy światła do koloru naszej skóry - w moim przypadku poziom 3 (pachy), poziom 4 (reszta ciała). Sam strzał jest bezbolesny! Daje się odczuć delikatne ciepło, które rozchodzi się po skórze.



CO Z OCZAMI? O ile przy zabiegach laserowych ważna jest ochrona oczu, tak w przypadku Lumeii wydzielane światło nie jest niebezpieczne. Producent nie zaleca patrzenia się na lampę w czasie strzału, co jest oczywistą oczywistością, lecz gdyby jednak komuś takie pomysły przyszły do głowy to informuję, że ilość wydzielanego światła, które mogłoby przedostać się przez siatkówkę oka jest minimalna. Dzieje się tak dlatego, że aby urządzenie w ogóle zadziałało wszystkie krawędzie Lumeii MUSZĄ przylegać do ciała.


CO CZĘSTO WYKONYWAĆ ZABIEG? Zabieg powinien być powtarzany co 2 tygodnie przez ok 2-3 miesiące. Daje to łącznie 4-6 zabiegów. Po tym okresie czas  kolejnego zabiegu redukuje się tak, aby w efekcie używać Lumei zaledwie raz czy dwa w ciągu roku. Dla mnie bomba! O tym jednak jakie efekty przynosi i po ilu zabiegach faktycznie są one widoczne napiszę w następnym poście o ile Lumea zostanie ze mną na stałe.

CZAS, CZAS, CZAS?! Fakt, zabieg jest nieco bardziej czasochłonny niż tradycyjne przejechanie maszynką. Pachy zajmują ok. 2-3 minutki, z nogami czy rękami sprawa wydaje się być dłuższym widowiskiem. Przydatna staje się tu biała kredka, którą rysujemy 'tor ruchu' Lumei. Wtedy, ciągle trzymając przycisk 'strzału', przejeżdżamy centymetr po centymetrze. Całość (dwie nogi) nie zajmuje jednak więcej niż 20 min.


GDZIE JEST HACZYK? "No hidden costs" - kwota, którą wydamy na Lumee dziś waha się w granicach 1500-1700 zł (wersja 2004). Jest to koszt jednorazowy i nie wymaga żadnych dodatkowych opłat. Żarówki w Lumei wystarczają podobno na ok. 60 000 strzałów, to oznacza jednak, że urządzenie kiedyś jednak się zużywa, a lamp nie da się wymienić. Jednak według  moich obliczeń Lumea posłuży mi przez 7-8 lat i myślę, że po wszystkich przeprowadzonych przez te lata zabiegach nie pozostanie na mnie już żaden najmniejszy włosek, nad którym musiałabym się pastwić.



OGÓLNIE RZECZ BIORĄC... Lumea jest produktem, którego każdy mały defekt jest atutem, bo...
- jest to sporą inwestycją pieniężną, na którą nie każdy może sobie pozwolić, a i tak w perspektywie czasu okazuje się być rozwiązaniem tanim
- jest czasochłonna w porównaniu do zwykłych golarek i maszynek, ale koniec końców prowadzi do całkowitego zaniechanie depilacji
- wydaje się być skomplikowanym urządzeniem, a w gruncie rzeczy jej obsługa jest dziecinnie prosta
- urzekła mnie swoim kolorem, ammmrr! (świruję, nie?)
- jeśli faktycznie redukuje 80% owłosienia to już nigdy nie będę musiała ze sobą wozić depilatora, a to oznacza lżejszy bagaż, ot co!


Zapraszam na prezentację wideo
PS Przesadziłam ze strojem? Miałam być Philips Super Hero!



Jestem ciekawa Waszych opinii, może macie pytania?





5 komentarzy:

  1. Bardzo, bardzo podoba mi się cała prezentacja. Spisałaś się na medal! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacja! Zrobiłaś nowa świetna reklamę, powinni teraz ci za to zapłacić i puszczać w tv :-) ale co widzę masz wszystkie paznokcie. Jakby nie było to moja reklama haha. Przywieź sprzęt następnym razem :-) M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niby kosztowne urządzenie, ale z pewnością przydatne. Gratuluję dostania się do tej piątki! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle pokaz na 5+. Zachęciłaś bardzo, bo po depilacji mam problem z wrastającymi włoskami i chętnie bym coś takiego wypróbowała. Niestety, cena delikatnie mnie odstrasza. Gdyby kosztowało 500 bez tej 1 z przodu to jeszcze do przemyślenia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudne! Strasznie nie lubię się golić, zacinać maszynką, paprać z tym całym woskiem... chyba stworzyli to specjalnie dla mnie! :P Cena jak na takie urządzenie też jest do przyjęcia, w końcu wychodzi to duuużo taniej niż zabiegi u kosmetyczki przez te kilka lat, a nie trzeba wychodzić z domu :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar w swoim komentarzu zostawić mi odnośnik do swojego bloga lepiej od razu wyjdź! ZAKAZ REKLAM I LINKOWANIA. Odwiedzam KAŻDEGO, kto zostawia merytoryczny komentarz, a jeśli mi się podoba zostaję tam na dłużej. Nie potrzebuję specjalnego zaproszenia!
Jednocześnie dziękuję za każde słowo i każdego hejta :*

Copyright © 2017 Pata bloguje