12/14/2015

PRAGA - CO WARTO ZOBACZYĆ?


Jak co roku, aby nieco uprzyjemnić sobie listopadowe szarości ruszyłam na podbój Europy. Dwa lata temu był Paryż, rok temu Wilno, a tym razem wspólnie z TŻ postawiliśmy na Pragę. I mimo, że to już moja trzecia wizyta w stolicy Czech po raz pierwszy zobaczyłam to, co chciałam nie biegnąc za zorganizowaną grupą z jednego miejsca w drugie.

Praga jest piękna. Odmiennie do Wilna zachwyciła mnie swoim charakterem, zaułkami, ulicami, kramem i atmosferą. Być może dlatego, że udając się do stolicy Czech w ostatni tydzień listopada natrafiliśmy na wielkie przygotowania świątecznych jarmarków. I dobrze, że tylko przygotowania, i dobrze, że nie weekend. Bo obyło się bez tłumów, a zapach unoszącego się w powietrzu grzanego wina i tradycyjnego Trdelnika zachęcał do zatracenia się w Pradze.


PODRÓŻ, HOTEL, POGODA


We wrześniu trafiliśmy na tanie bilety Polskiego Busa. Niestety połączenia międzynarodowe z Krakowa to trochę śmiech na sali i musieliśmy najpierw dostać się do Wrocławia, żeby w ogóle móc wyruszyć w podróż do serca Czech. Kosztowało nas to całe 48 zł w dwie strony. Smuteczek ogarnął mnie kilka razy - generalnie na żadnej z czterech tras nie podano nam nic ciepłego, a tak się PB szczyci, że częstują i w ogóle. No i dwa - po przekroczeniu granicy... zabrali mi internety! Łudziłam się, że mają wykupione pakiety w miejscach, do których jeżdżą, ale widocznie nie.

Oboje chcieliśmy aby ten wyjazd nie przetrzepał nas po kieszeniach, więc starałam się przygotować i przemyśleć każdy nasz krok w Pradze od A do Z... Zarezerwowałam Hostel Pension City Center & L`Opera. Nie jestem wybredna, wystarczy mi łóżko, kaloryfer, lustro. Nie potrzebuję pięciogwiazdkowych hoteli do szczęścia, ale... powyższego 'hostelu' Wam nie polecam - wszędzie kafelki, brak grzejnika w łazience, brak światła na suficie - jedynie lampka w rogu i nasze podwójne łóżko, czyli tak naprawdę dwa pojedyncze. Obsługa może i miła, a lokalizacja i cena rewelacyjna, no ale... nie.

Pogoda dopisała, było cieplej niż w Wilnie w tamtym roku, choć ja i tak przezornie wzięłam i czapkę i rękawiczki.


KOMUNIKACJA MIEJSKA


Planujesz niedługo wyjazd do Pragi? Zapomnij o biletach na komunikację miejską! To błąd, który popełniliśmy! Już pomijam, że nie mają żadnej specjalnej zniżki studenckiej i w ogóle nie ma nic taniej chyba, że kupowałabym bilet na miesiąc. W Pradze po prostu wszędzie da się dojść pieszo. Na Most Karola, na stare miasto, na nowe miasto, na zamek itd. Wszystko jest połączone malowniczymi uliczkami i naprawdę szkoda wydawać ok. 20 zł na 24-godzinne bilety. W razie czego są jednorazowe, kosztują ok. 4-5 zł i to jedyny słuszny wybór.


GDZIE? DOKĄD?

Zobaczyliśmy chyba wszystko, co w Pradze warto zobaczyć. Po przyjeździe przeszliśmy się wzdłuż Wełtawy na Most Karola i stare miasto rozkoszując się widokiem rozświetlonego wzgórza zamkowego. Łyknęliśmy na szybko grzanego wina i machęliśmy kilka fotek starówki. Po drodze wpadliśmy do sklepu (uwierzycie, że praktycznie wszystkie mini samy prowadzone są przez skośnookich? Jak to możliwe?) żeby kupić po tradycyjnym czeskim piwie na wieczór.


Następnego dnia ruszyliśmy na kolejkę, na wzgórze Petrin w nadziei, że nasze bilety miejskie jednak na coś się przydadzą (kolejka działa w ramach biletów właśnie). Tyle, że na miejscu okazało się, że kolejka is closed... do marca 2016, więc jeśli planujecie wyjazd do Pragi to miejcie na uwadze, że czeka Was jogging pod górkę.
Podumaliśmy chwilę pod wieżą obserwacyjną (ale nie weszliśmy, bo po co skoro TŻ boi się wysokości i trzeba płacić? Jakie jest sens płacić za coś czego się boimy? Też nie rozumiem!) Wybrukowanymi uliczkami przeszliśmy z wzgórza Petrin pod zamek. Ludzi mało, widoki piękne i ścieżka świetnie oznakowana, brakowało mi tylko słońca, które przedarłoby się przez wiszące nad Pragą chmury.


Dotarliśmy na wzgórze zamkowe nieco głodni. Pokręciliśmy się nieco po tamtejszych sklepikach i rozstawianych dopiero co kramikach, zaglądnęliśmy na Złotą Uliczkę (dawniej mieszkało tu sporo Żydów pracujących dla skarbu jako złotnicy), wstąpiliśmy do katedry św. Wita
Praga mnie zachwyciła. Będąc tam dajcie się 'zgubić'. Pobłądźcie uliczkami, zejdźcie z wzgórza wśród wijących się upraw winogron i szukajcie fajnych kadrów (myślałam, że TŻ zamorduje mnie za te ciągłe przerwy!).


Wieczorem tego samego dnia, po krótkim leżakowaniu wybraliśmy się na nowe miasto pod muzeum narodowe, na Plac Wacława. Od razu buchnęło aromatem czeskich potraw serwowanych w dzień wcześniej ustawianych budkach. Rękodzieło, motywy świąteczne i bożonarodzeniowe melodie puszczane przez głośniki od razu tchnęły we mnie Święta. 


Potem, chcąc uparcie skorzystać z naszych kupionych biletów pojechaliśmy raz jeszcze na wzgórze zamkowe i... taki wieczorny wypad polecam każdemu! Wokół zamku żywego ducha, pusto, a Praga o tej porze widziana z wysokości naprawdę zapiera dech w piersiach. To chyba najpiękniejszy obraz jaki utkwił mi w pamięci!


W dniu wyjazdu udało nam się jeszcze raz zawitać na Most Karola. To była sobota. Dzień turystów. Masy turystów. Znalezienie miejsca ma cyknięcie fot graniczyło z cudem, wszyscy się o siebie ocierali, przepychali. Praga na weekend? Och, no!



JEDZONKO... SZAMANIE

Dobrze pamiętałam smak pysznego smażonego sera, który jadłam kiedyś w Klasternim Pivovarze, szkoda, że zamawiając go tym razem dostałam zupełnie coś innego. Nevermind! Było dobre, bo byliśmy wybitnie głodni. TŻ zamówił gulasz w chlebowej miseczce. Do obiadu oczywiście nie pożałowaliśmy czeskiego piwa. Jeśli będziecie na wzgórzu, to na spokojnie odnajdziecie Pivovar!


Będąc w Pradze musicie także spróbować Trdelnika! Choć to słodkie ciasto prawdziwie pochodzi ze... Słowacji jest elementem i Pragi. Prawdę mówiąc pierwszy raz jadłam go na Węgrzech lata temu, a potem ten przysmak pojawił się nawet w Krakowie. Jest pyszne i podobno nie ma kalorii! (jeśli ma to nie piszcie, bo zjadłam całe sama.....).


Tradycyjnie, jako wielbiciele włoskiego jedzenia i fanatycy carbonary musieliśmy spróbować jej także w... Czechach. A jak! Dorwaliśmy jakąś pierwszą lepszą knajpę i chwilę przed opuszczeniem Pragi z Polskim Busem zjedliśmy ostatni obiad.


I to by było na tyle z naszej wycieczki z Pragi. Podsumowując koszty, które ponieśliśmy na wyjazd po zsumowaniu to ok. 270 zł ze wszystkim. Wydaje mi się, ze to całkiem rozsądna cena, nawet na kieszeń studencką (bo słyszę głosy, że "student nie ma pieniędzy na takie drogie wojaże").

Wiadomość dla zakupoholiczek i reszty wielbicielek kosmetyków - Tak, Obkupiłam się w DM-ie. Poszłam tam bez TŻ. Sama. Z kartą. I to wcale nie był dobry pomysł. Jeśli jesteście ciekawe w co uzupełniłam zapasy - zapraszam na Instagrama.

Wszystkie zdjęcia zostały wykonane moim nowym maleństwem - Olympusem PEN E-PL7, który zagrzał u mnie miejsce dzięki Meet Beauty. Skurczybyk robił tak dobre i ostre zdjęcie, że wiele darmowych programów do obróbki zdjęć miało problem z ich zmniejszeniem bez utraty jakości. Ale chyba się udało...

JEŚLI SPODOBAŁ CI SIĘ TEN POST KONIECZNIE ZAJRZYJ TEŻ:
Mediolan cz. I - transport, nocleg, jedzenie
- Mediolan cz. III - zabytki, ceny, podsumowanie


Co myślicie o Pradze?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli masz zamiar w swoim komentarzu zostawić mi odnośnik do swojego bloga lepiej od razu wyjdź! ZAKAZ REKLAM I LINKOWANIA. Odwiedzam KAŻDEGO, kto zostawia merytoryczny komentarz, a jeśli mi się podoba zostaję tam na dłużej. Nie potrzebuję specjalnego zaproszenia!
Jednocześnie dziękuję za każde słowo i każdego hejta :*

Copyright © 2017 Pata bloguje