8/09/2014

JAK URZĄDZIĆ MAŁY POKÓJ - METAMORFOZA MOICH 6M²


Pewnego dnia wstałam z łóżka i wiedziałam, że muszę coś zmienić. W pokoju. W wielkich płytach, którymi przyjęło się nazywać mieszkalne wieżowce ciężko o zmianę powierzchni pomieszczeń wedle własnego widzimisię. To dlatego muszę na co dzień zadowalać się swoimi niesfornymi 6m². I jeśli ktoś kiedykolwiek myślałam, że utrzymanie porządku na takim metrażu należy do prostych rzeczy jest w ogromnym błędzie. Dodając do tego moją naturalną, wrodzoną czy nabytą cechę małego bałaganiarza nie łatwo przychodziło mi ogarniać moje lokum.

6m² to mało. Na tyle mało, że znalezienie mebli, które wykorzystywałyby tę przestrzeń w przynajmniej 90 procentach przemyślanych wedle ładu i składu graniczyło z cudem. Meble które widzicie poniżej towarzyszyły mi jakieś 8 lat. Przeszły ze mną wiele - od zamiłowania w różu, poprzez epokę emo, styl mocnego rocka, kończąc na zamiłowaniu psami i... jazz. Ściany pamiętały wzniosłe cytaty, plakaty Tokio Hotel, złote płyty, różowe kwiaty i inne badziewia. Nie mogłam znaleźć miejsca w tym pokoju. Denerwowała mnie "otwartość" mebli. Nawet kiedy bardzo starałam się posprzątać, poukładać wszystko w ładne kupki pokój zamiast względnie artystycznego nieładu przypominał pobojowisko. 

6m² to ciągle za mało na wielkie, podniosłe metamorfozy. Musiałam pamiętać, że mimo moich usilnych starań metraż się nie zmieni. 3-y metry pozostaną 3-ma metrami. Ratowały mnie więc tylko przemyślane i ergonomiczne rozwiązania. Zależało mi na zagospodarowaniu każdego kawałka pokoju w taki sposób, aby zmieścić wszystko, a jednocześnie nie zrobić z pokoju, ech przepraszam za wyrażenie, pierdolnika.

6m² spędzało mi sen z powiek. Przeglądnęłam mnóstwo zdjęć, inspiracji szukałam wciąż i wciąż i tak bardzo nie mogłam się doczekać wakacji. Wtedy rozpoczęła się demolka. Krok po kroku do pokoju przybywało rzeczy, a ja dziś chwalę się efektem. Zdjęcia "przed" są przerażające, ale oddają patową sytuację, która doprowadziła do... przełamania impasu!


Wiem, co pomyśleliście - "cóż za modern staaaajl!". Przed remontem nie sprzątałam, ot co. Z pokoju wyniosłam 2 wory śmieci i pamiątek pozostawionych dla potomnych. Wyzbyłam się wszelkich możliwych sentymentów, przywiązania do rzeczy, a rzeczy do osób. Usunęłam wszystko, co w moim odczuciu zagracało moje cztery kąty i postawiłam na... szarości. Żeby jednak nie było bardzo smutno dodałam czerwień na mniejsze ściany. 


Jeśli zaś chodzi o meble postawiłam na biel. Zawsze podobały mi się jasne konstrukcje, odbijające dużo światła, optycznie powiększające pomieszczenie. Zdecydowałam się na robotę fachowców, tak aby w miarę możliwości metodą prób i błędów osiągnąć zamierzony cel mając pod ręką ludzi, którzy dadzą z siebie wszystko i sprowadzą moje wybujałe wizje do rzeczwistości. Meble zostały zrobione na zamówienie. Znalazło się w nich to, co chciałam. Szafa sięgnęła sufitu, każda półka ma swój front. Nadal mogę bałaganić ile chcę, ale inni nie muszą tego oglądać :)


Zorganizowałam sobie wysuwaną szufladę na pościel, co okazało się strzałem w dziesiątkę, więc jeśli planujecie konstruowanie mebli koniecznie pomyślcie o takim rozwiązaniu. Nie chciałam z zabudowy zrobić mebli starej babci, więc postawiłam na ułożenie uchwytów w poziomej linii - odmiennie i nowocześnie. Mam wrażenie, że nadało to całości pociągłego kształtu i wydłużyło mi pokój.


Nie jestem pewna czy widać to na zdjęciu, postawiłam znowu na ekonomiczne wykorzystanie miejsca i zaprojektowałam podstawę szafy na kształcie trapezu, a nie prostokątną. Dało mi to te kilkanaście, kilkadziesiąt cm więcej w pawlaczu.
 W gadżety zaopatrywałam się głównie w Ikei i Empiku. Grafiki pewnie dobrze niektórym znane pochodzą od Magdy z bloga mypinkplum.pl. Są urocze i idealnie pasują do komody.
  

Moje miejsce pracy i relaksu wreszcie stało się uporządkowaną cząstką pokoju. Mam nadzieję, że nie przesadziłam z czerwienią. Szklane tablice to hit prosto z Lidla, jeśli dobrze poszukacie może znajdziecie jeszcze kilka sztuk w swoich sklepach. Wśród kolorów były jeszcze czarne i białe. Wyglądają pięknie, choć ostrzegam, że przykręcenie jednej przy drugiej kosztowało nas sporo wysiłku. Małe zdjęcia wyglądające jak polaroidy to wyczyn Instadruku, który zgrabnie przechwytuje zdjęcia z Instagrama i drukuje je w bardzo dobrej jakości na porządnym kartonie.


Nad komodą zawisła półka, na ścianie zegar, na panele rzuciłam czerwony dywan wyłącznie w celach dekoracyjnych, a nie praktycznych. Przemalowałam butelkę na biało, a stary papierowy klosz już jakiś czas temu przerobiłam w nowoczesną lampę. Z kwestii DIY zostały mi jeszcze Cotton Balls'y, które mam zamiar zrobić na dniach, no i może jakieś zasłony? Bo to co wisi w oknach to czysta prowizorka.

Ogólnie jestem bardzo zadowolona, choć minie jeszcze trochę czasu nim przyzwyczaję się do nowego wnętrza. Musicie przyznać, że zmiana jest kolosalna! Jestem ciekawa Waszych opinii, może byście coś zmienili lub dodali? Co najbardziej przyciągnęło Waszą uwagę? Jeśli macie jakieś pytania chętnie odpowiem. Dumnie stwierdzam...



...pokój odpimpowany!



24 komentarze:

  1. Ojej, cudownie! Uwielbiam biel.. wszędzie. Za czerwienią mimo że nie przepadam, to do wnętrz jest według mnie idealna, szczególnie jako dopełnienie. W moim idealnym pokoju zmieniłabym tylko tą czerwień w ciemny fiolet, reszta pozostałaby taka sama, idealnie. Mogę pozazdrościć pokoju!

    Pozdrawiam,
    essence-of-thoughts

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym się pewnie nie zdecydowała na czerwień, ale nie chciałam niepotrzebnie zmieniać rolet. Z perspektywy czasu (w zasadzie nieco ponad tygodnia :P) stwierdzam, że dobrze zrobiłam :)

      Usuń
  2. Pięknie kochana :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow zmiana jest ogromna. Faktycznie ta czerwień nie jest taka straszna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bałam się na początku, ale z czasem się przyzwyczaiłam, ważne, żeby nie przesadzić z dodatkami, bo wtedy to już wychodzi totalny misz masz.

      Usuń
  4. cudna metamorfoza - teraz jest przepięknie

    pozdrawiam serdecznie
    Marcelka Fashion
    :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rewelacyjnie to wygląda. Jak dużo kosztowała Cię ta metamorfoza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tzn. najwięcej wiadomo wydałam na meble, wybrałam na blaty białą lakierowaną płytę, która kosztuje 5x więcej niż matowa. Gdybym miała wszystko podliczyć do kupy myślę, że wyszłoby koło 3600 zł

      Usuń
  6. Piekny pokoj :) moj tez jest taki maly wiec wiem jakie bywa uciazliwe urzadzic taki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Super i ekstra!

    Biel czyni cuda! Wszędzie, a w małych pomieszczeniach dodatkowo dokonuje cudu optycznego pomieszczenia. :-)

    Bardzo mi się podoba Twoja metamorfoza. W ogóle bardzo lubię oglądać ciekawe pomysły na małe pomieszczenia. Urządzanie takich przestrzeni to jest prawdziwe wyzwanie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Poradziłaś sobie wspaniale. Minimalizm rządzi!

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna metamorfoza :-) Zrobiło się o wiele schludniej i przestrzennie :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Metamorfoza robi wrażenie :) Jest świetnie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Naprawdę ciekawie no i przede wszystkim szacun za zagospodarowanie przestrzenią ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. teraz zdecydowanie bardziej dojrzale i elegancko! podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wow! Efekt jest rewelacyjny! Przemiana niesamowita, widoczna gołym okiem! Czysto, schludnie, elegancko, a balans bieli i czerwieni idealny ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale super!! Biel we wnętrzu to jest <3 Sama myślę o małej metamorfozie i pewnie postawię biel + akcenty kolorystyczne.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pata piękny masz ten pokój <3

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar w swoim komentarzu zostawić mi odnośnik do swojego bloga lepiej od razu wyjdź! ZAKAZ REKLAM I LINKOWANIA. Odwiedzam KAŻDEGO, kto zostawia merytoryczny komentarz, a jeśli mi się podoba zostaję tam na dłużej. Nie potrzebuję specjalnego zaproszenia!
Jednocześnie dziękuję za każde słowo i każdego hejta :*

Copyright © 2017 Pata bloguje